Tytuł tego artykułu pewnie Cię zdziwił.

„Co jest, gdzie ja jestem? Przecież to blog o tworzeniu stron.”

Dokładnie, ale życie byłoby naprawdę nudne, gdyby skupiało się tylko na klepaniu kodu. W formie odskoczni od zwykłego, szarego egzystowania postanowiłem przełamać kolejną barierę i poszerzyć swoją strefę komfortu o kolejne kilka centymetrów.

Wybór padł na Hiszpanię. Miałem zamiar dojechać do pewnego punktu, a resztę przejść w formie pielgrzymki do Santiago de Compostela – jakieś 800 km.

Jak to w życiu bywa, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Ale wszystko wyjaśni się, gdy przeczytasz do końca.

Jak to się zaczęło?

Do tej pory moją najdalszą autostopową trasą był przejazd z zachodnich Niemiec (okolice Hannoveru) do mojego rodzinnego miasteczka na Warmii i Mazurach. Ok. 1200 kilometrów w 3 dni.

To były jeszcze czasy, kiedy próbowałem pracy sezonowej i trafiłem na zbiory borówek.

Od samego początku wielokulturowość pełną parą. Ludzie przyjeżdżali masowo z Rumunii i innych krajów, by zarobić w miarę godne pieniądze, wrócić i spokojnie żyć.

Co ciekawe od razu w głowie odpaliło mi się skojarzenie z tym, że zaraz będą walki i ludzie będą latać z nożami, bo przecież takie rzeczy pokazuje nam dzisiejsza telewizja. Mimo, że od wielu lat nie mam telewizora, to coś tam w głowie podświadomie zostało.

Wszystkie te głupie przekonania uległy zniszczeniu, kiedy my, Polacy, zaczęliśmy się dogadywać ze wszystkimi wokół, nawet nie znając ich języka. Raz po Niemiecku, potem po Angielsku, Polsku (też na migi) i wszyscy wokół się dogadywali, wszyscy byli szczęśliwi.

Niestety – kasa nie powalała. Dodatkowo, gdy ktoś odstawał od reszty – dzienne statystyki zbiorów itd. – to dostawał upomnienie. Po kilku takich upomnieniach wyjeżdżałeś do domu jako „niewydajny pracownik”.

Chcąc oszczędzić kolejnych kilka euro na transport, do domu wysłałem tylko bagaże. Bałem się, ale chciałem spróbować i przełamałem się.

Żyję do tej pory – nie miałem wypadku, nie zostałem porwany, nikt mnie nie pobił, ale za to wiele osób mi pomogło.

Głupoty gadacie droga „telewizjo”. Zresztą, chyba z tego się utrzymujecie :)

5000+ km autostopem do Hiszpanii. Cel: Santiago de Compostela 1

​Chcesz ​nauczyć ​się ​czegoś ​nowego?​

​Zapisz się na jeden z moich kursów wideo, gdzie nauczysz się wielu rzeczy związanych z tworzeniem stron i aplikacji ​- kursy dla początkujących i zaawansowanych

Dlaczego pojechałem do Hiszpanii autostopem?

Przecież to dodatkowe utrudnienie, można wybrać się samochodem albo busem, polecieć samolotem. Przecież to cholernie niebezpieczne, ludzie nie wracają, są gwałceni i zabijani.

No dobra, ale ja znam ludzi, którzy potrafili pojechać do Ameryki Południowej i tam podróżować autostopem przez pół roku (Damian, który nagrał film 181) albo wybrali się w taneczną podróż po Europie i nagrali z tego ciekawy materiał (zobacz blog Agt i Chadzika).

Prawda, że zmienia to trochę perspektywę? Teraz cały wyjazd wygląda dużo mniej strasznie, bo ktoś już to zrobił.

Start i pakowanie plecaka

Wyruszyłem z Gdańska i szczerze mówiąc na początku nie byłem do tego przyjaźnie nastawiony.

Kilka tygodni przed wyprawą była euforia i ciekawe plany w głowie. Wszystko zaczęło gasnąć, kiedy zaczął zbliżać się czas wyjazdu.

Jak to mówią: wystarczy zrobić pierwszy krok. I zazwyczaj bardzo dobrze to działa – w wielu różnych sytuacjach najciężej jest tylko zacząć.

Po tym, jak wyszedłem z mieszkania i wsiadłem do tramwaju, wiedziałem, że na pewno nie chce mi się już wracać, więc pojechałem dalej, byle w stronę Niemiec, potem Francji i Hiszpanii.

Pakowanie - Hiszpania i Santiago de Compostela

Co miałem w plecaku?

  • śpiwór
  • namiot
  • 1 kg orzechów
  • 1 kg suszonych bananów
  • 1 kg daktyli (nigdy więcej)
  • latarka czołówka
  • kilka torebek foliowych z zapięciem strunowym (można fajnie posegregować rzeczy, chociaż wolałbym siatki)
  • mapa Niemiec, Francji, Hiszpanii i Polski
  • kopie dokumentów
  • pokrowiec na plecak
  • długopis i zeszyt
  • czapka, która uratowała mi tyłek
  • rozmówki niemieckie i hiszpańskie
  • baterię słoneczną – bardzo przydatne urządzenie!
  • po 3 pary koszulek i bielizny
  • taśma, alumata (zamiast karimaty), golarka, pasta, szczoteczka i sporo innych drobiazgów

Nawet go nie ważyłem. Był ze 2 razy za ciężki, ale nie da się spakować na taką podróż w 5 kg walizkę.

To jedziemy!

Pierwszy transport złapałem po około pół godziny stania na przystanku – całkiem normalny czas. Dotarłem do stacji, na której znienacka, zupełnie nie widząc tabliczki z napisem dokąd jadę, zatrzymało się małżeństwo z pieskiem.

Pierwsze pytanie: czy jadę na Woodstock! Tego nie było w planach, więc jadę z nimi i wysiadam na odpowiedniej dla nich stacji. Kolejno jadę ze starszym wojskowym, który będąc na emeryturze jeździ ze wschodu na zachód kilkudziesięciotonowymi ciężarówkami.

Wysiadając na wielkiej stacji z gokartami, a nawet zoo, widzę jak kolejne grupki osób dostają się na Woodstock.

Tam naprawdę jechały tłumy!

 

autostopowicze

I jakoś tak się stało, że ja też tam trafiłem…

W sumie nie miałem wyjścia, bo była godzina 2 w nocy i mając wybór – albo rozbić się gdzieś w lasku, w którym było zoo i spać w namiocie albo jechać z ludźmi, którzy prosto z Gdyni jechali na Woodstock – mimo zmęczenia wybrałem drugą opcję.

Już nie mówię o tym, że przez pewien czas stałem ze znakiem „Chorzów” zamiast „Gorzów”. Minimalna różnica, ale to pierwsze trochę nie po drodze…

Na Woodstocku tylko się przespałem i ruszyłem dalej.

Do toalet stała 10-metrowa kolejka – i to jeszcze można było przeczekać, ale pod prysznicem było minimum 100 metrów ludzi i cały czas zdawało się ich przybywać. Mając tę zaletę bycia totalnie wolnym, wziąłem wodę w butelce i gdzieś z boku się umyłem.

Idąc sobie spokojnie z rana w kierunku Słubic, najpierw musiałem pokonać kilka kilometrów wzdłuż specjalnie wyznaczonej drogi, którą chodziły setki ludzi. Gdy pytałem strażaków, tego dnia miało być na miejscu ponad 500 tysięcy osób!

Idąc mostem zupełnie przypadkiem stanąłem na 5 minut z napisem „Niemcy”. Minęły ze 3 minuty… Przeszedł koło mnie jakiś pan i nagle spojrzał się na tabliczkę. Szedł właśnie na obiad, a ja miałem godzinę na to, by dojść do stacji i zabrać się z nim do Słubic.

Podobno kiedyś był zawodowym autostopowiczem, czyli jechał samochodem do Holandii, zostawiał go na miejscu, wracał do rodziny na stopa, a potem z powrotem po samochód.

Tuż przed granicą na CB radio zgłasza się Przemek i jadę z nim ciężarówką aż do Norymbergi. Też kiedyś siedział w komputerach. Na laptopie miał nawet gry z Pegasusa i jakiś emulator. Na 100% się nie nudził…

Niemcy autostopem

Po godzince spontanicznej rozmowy, nawet tego samego dnia mogłem zabrać się z nim w 2-tygodniową podróż po Europie, kierunek: Włochy!

Stacja gdzieś w Norymberdze

Dojeżdżamy do celu. Z samego rana mam możliwość zabrać się z 2 Polakami w kierunku Marsylii we Francji. To był zdecydowanie najpiękniejszy odcinek całej trasy.

Jadąc przez Alpy i Szwajcarię zobaczyłem co to znaczy mieszkać w domku zaraz pod ośnieżoną górą, która jest kilkadziesiąt razy większa, a obok jest pełno zieleni i wody. To są dopiero widoki!

Alpy autostopem

Dojeżdżając do Marsylii – nie miałem wyjścia, musiałem wysiąść na małym zajeździe przy autostradzie. To był ostatni moment, by panowie kierowcy nie musieli robić godzinnych objazdów. Potem szedłem 100-200 metrów, by znaleźć najbliższą stację i jak najszybciej stąd zejść, bo są spore mandaty już za samo chodzenie po autostradzie.

Do Irun dotarłem najpierw jadąc z młodym Francuzem (proste angielskie słowa + migi = dogadasz się!), następnie z panem Waldkiem kilkaset kilometrów (dzięki za herbatę z rana! :).

W ostatnim transporcie pomogła mi szwajcarska rodzina, która jechała do Portugalii. Mówili płynnie m.in. po angielsku, francusku i portugalsku. Też bym chciał.

5000+ km autostopem do Hiszpanii. Cel: Santiago de Compostela 1

​Chcesz ​nauczyć ​się ​czegoś ​nowego?​

​Zapisz się na jeden z moich kursów wideo, gdzie nauczysz się wielu rzeczy związanych z tworzeniem stron i aplikacji ​- kursy dla początkujących i zaawansowanych

Jestem w Irun

Nigdy w życiu nie byłem sam tak daleko od domu. Głównym celem był dojazd do Hiszpanii, ale super byłoby, gdybym przeszedł chociaż kawałek słynnego szlaku św. Jakuba, czyli drogi do Santiago de Compostela.

Wjeżdżając do Irun kierowałem się do jakiegoś schroniska dla pielgrzymów, by spokojnie odpocząć i ruszyć na drugi dzień. Życie jak to życie… z planów nici.

Musiałem przejść 5 kilometrów w upale, by dowiedzieć się, że nie ma już żadnych miejsc dla pielgrzymów (byłem w kilku ośrodkach). Zdenerwowany po prostu ruszyłem przed siebie idąc za znakiem żółtych muszelek.

Trasa nie była lekka, ale wiedziałem, że będzie górzysta. Było dość gorąco, a na północy podobno temperatura była i tak niższa niż w środkowej Hiszpanii, gdzie prowadzi najpopularniejszy szlak – Droga Francuska (Camino Francés).

Camino del Norte do Santiago de Compostela

Po przebyciu 20-30 kilometrów zrozumiałem, że byłem źle na to przygotowany. Czytając relacje innych osób pojechałem w butach trekkingowych, a na miejscu przekonałem się, że dobre sandały to jedyna opcja!

Specjalnie nie wziąłem też przewodnika, bo podobno trasa miała być dobrze oznaczona, a ludzie wokół pomocni. Cóż, pomocni byli, ale dogadaj się z kimś po Hiszpańsku, kiedy nigdy w życiu nie używałeś tego języka.

W pewnym momencie zabłądziłem w lesie i zdecydowałem, że wracam.
Ale jeszcze tu wrócę…

Katedra w Santiago de Compostela

 

Powrót do domu

Opiszę to krótko, bo wyszłoby z tego kolejne 20 minut czytania.

Jadąc w kierunku Paryża dojechałem do Bordeaux. Jadąc z młodą parą przysnąłem i wjechałem do miasta. To najgorsze co może spotkać autostopowicza – potem nie możesz się z tego miasta łatwo wydostać.

Nieco później przekonałem się, że to było naprawdę fajne, ciekawe doświadczenie. Gdy przeszedłem ok. 500 metrów, trafiłem na coś w rodzaju centrum miasta. Ludzie siedzieli na trawie, spokojnie rozmawiali, wokół działy się jakieś pokazy.

Trafiłem na konkurs tango. Ciekawa sceneria i oświetlenie, ogólnie dobrze dobrane miejsce, bo zaraz nad rzeką. Obejrzałem do samego końca.

Potem nadszedł dylemat – byłem nieco zmęczony, więc najchętniej bym się gdzieś przespał, ale jak tu się przespać będąc w centrum dużego miasta i jednocześnie nie ryzykować mandatu? Poleżałem chwilę na trawie i ruszyłem dalej, choć było bardzo ciężko.

GPS w telefonie odmawiał posłuszeństwa, ale gdy już wiedziałem gdzie jest wylot miasta, zacząłem się tam kierować. Droga była naprawdę dłuuga… a autostopem rządzi prawdziwy przypadek. Nic nie jesteś w stanie zaplanować.

O 00:50 przechodząc przez pasy, obok skrzyżowania widzę jakiś samochód. Było ciemno, więc po prostu widziałem, że był większy niż normalna osobówka. Spontanicznie wystawiłem znak z napisem „Paris”.

Otwiera się szyba, słychać muzykę i widzę ładny wystrój. Francuzi pytają czy chcę w stronę Paryża (ale po francusku!). Dopiero gdy wsiadłem, zauważyłem jak to wygląda. Jechałem czarno-brązowym, chyba najnowszym Porsche Cayenne, a kierowcą był bardzo charakterystyczny gość!

Skojarzył mi się w pewnym francuskim raperem, którego widziałem w teledysku. Przez większość drogi siedziałem wgnieciony w fotel, a potem na całej trasie było już tylko spokojniej.

Rekordowy czas łapania autostopu

Jak myślisz, ile najdłużej czekałem na stopa i gdzie to było?

Przy tej wyprawie miałem pecha – ok. 100 kilometrów za Gdańskiem, w jakiejś małej miejscowości stałem lub chodziłem ok. 4 godzin, zanim ktokolwiek się zatrzymał.

Mogłem wejść na Blablacar, mogłem też wsiąść w pociąg, ale nie takie było założenie.

Jeszcze będąc w Gdańsku zaczepił mnie chłopak, który zwrócił mi lekko uwagę. Stałem w nieciekawym miejscu, nawet nie na wylocie Gdańska i musiałem pójść kilka kilometrów dalej, żeby ktokolwiek mógł się zatrzymać (dzięki za rady!).

On właśnie wrócił z Maroka, a ja nie dojechałbym do Hiszpanii?

Wnioski po całej wyprawie do Hiszpanii

Pieniądze

Nocując w namiocie i jeżdżąc dzięki pomocy innych ludzi możesz oszczędzić majątek.

Można kupić namiot, plecak, śpiwór, latarkę, karimatę i wszystko inne za 500 złotych, ale inna osoba za 500 złotych nie kupi nawet plecaka.

Jedzenie

Wziąłem po kilogramie orzechów, suszonych bananów i daktyli.

Tutaj ważna uwaga – warto trochę tego zjeść przed wyprawą i wtedy zdecydować czy bierzesz ze sobą. Co z tego, że kupiłem daktyle, jak potem zostawiłem je gdzieś na ławce w Hiszpanii, bo nie dość, że plecak ciężki, to przestały mi smakować (a zjadłem może ze 100g). W sumie to nigdy ich nie lubiłem.

Plecak

Zbyt ciężki. Uwierz ludziom, którzy piszą, że na taką wyprawę nada się maksymalnie 10-kilogramowy, albo jeszcze lepiej: ważący maksymalnie 10% twojej masy ciała.

Czy warto słuchać innych ludzi?

Przed wyprawą, gdy pytałem ludzi wokół, tłumaczyli mi, że to głupi pomysł, że nie da się tak daleko dojechać autostopem i tak dalej…

Ale przecież czytałem relacje innych osób, które zrobiły to rok, 3 lata temu czy więcej. Zresztą cały czas to robią. Co się stało gdy wróciłem i powiedziałem, że się udało, że da się to zrobić? Zmienili nastawienie.

Teraz tak jakby wiedzieli, że naprawdę się da.

Podobnie jest w naszym życiu. Boimy się tego co nieznane, ale gdy posiedzisz chwilę i przeanalizujesz sobie to wszystko – dojdziesz do ciekawego wniosku. Wszystkie wspaniałe rzeczy leżą poza Twoją strefą komfortu.

Wszystko co już znasz jest nudne i przewidywalne, i czasem warto zrobić coś wbrew logice.

Przełamywanie barier

A teraz wyobraź sobie jak zmienił się mój pogląd na świat, skoro doświadczyłem tylu nowych, zupełnie nieprzewidywalnych rzeczy.

Podróże (szczególnie autostopem) wręcz wymuszają na tobie przełamanie wszelakich barier. Bez tego nigdzie nie dojedziesz.

Jeśli do tej pory byłeś osobą nieśmiałą (byłem!) to będziesz musiał podejść do niezliczonej ilości osób i spytać, czy bez problemu będą mogli gdzieś Cię podwieźć.

Musisz przełamać strach przed nowymi rzeczami i rozmawiać w obcym języku, nawet jeśli znasz tylko kilka słów. Jeśli tego nie zrobisz – staniesz w miejscu, a raczej nie taki jest Twój cel.

Wybierz więc miejsce na mapie, kup duży plecak, kurtkę przeciwdeszczową, kilogram orzechów (bo się nie psują) i ruszaj! Nie ważne czy na piechotę, rowerem, autostopem albo samolotem. Na stopa możesz też złapać jacht albo helikopter (to już hardkor).

Gdy poznasz nowe miejsca, nowe zachowania ludzi i odejdziesz na moment od tego, co Cię teraz otacza (szczególnie nasza charakterystyczna polska mentalność), będziesz dużo bogatszy niż nie jeden milioner, który spędził połowę życia na zarabianiu papierków.

 

Na koniec dodam tylko, że taki styl życia możesz wieść będąc programistą albo kimkolwiek, kto może pracować zdalnie.

Może nie do końca będziesz miał ochotę pracować jadąc autostopem, ale w branży IT to nie jest problem mieszkać np. w Azji i współpracować zdalnie z firmą w Polsce.

Nasze kochane IT ciągle potrzebuje nowych ludzi. Każdego miesiąca powstaje jakaś nowa technologia, która zmienia sposób patrzenia na problemy, które my – programiści – musimy rozwiązywać.

Już teraz jest spory niedobór, a szacuje się, że do 2020 roku na świecie będzie brakowało ok. miliona programistów (specjalistów), więc masz szansę wypełnić tą lukę, ale najpierw spakuj plecak i zmień swój światopogląd.

5000+ km autostopem do Hiszpanii. Cel: Santiago de Compostela 1

​Chcesz ​nauczyć ​się ​czegoś ​nowego?​

​Zapisz się na jeden z moich kursów wideo, gdzie nauczysz się wielu rzeczy związanych z tworzeniem stron i aplikacji ​- kursy dla początkujących i zaawansowanych

Jakub Jurkian

Pracuję jako Front End Developer w Londynie. Od ponad 11 lat jestem programistą-pasjonatem, a strony (i wszystko co z nimi związane) tworzę od 6 lat. Jestem też autorem kursów wideo - od 2013 roku prowadzę kanał na YouTube i tego bloga. Zaczynałem od pisania artykułów dla jednego z czołowych polskich portali IT - benchmark.pl. Prywatnie od 10 lat jestem związany z kulturą hip-hop (głównie taniec breakdance).

  • Drogi Jakubie,
    Natknąłem się na Twojego bloga parę miesięcy temu gdy zakładałem swojego pierwszego bloga w życiu i znalazłem mnóstwo użytecznych artykułów u Ciebie i czytając ten wpis zostałem mile zaskoczony, że spróbowałeś autostopu :) Informatyk próbujący autostopu to ciekawe połączenie :) Ja natomiast robię w drugą stronę, będąc autostopowiczem od paru lat zacząłem zajmować się WordPressem :) Jeśli zamierzasz jeszcze wybrać się autostopem w podróż to na moim blogu http://www.anglistawpodrozy.pl znajdziesz mnóstwo profesjonalnych porad autostopowych, np. co spakować a czego nie brać, gdzie stać :)

    • Elegancko! :)

      Aktualnie Londyn – widzę, że też coś o tym pisałeś. Do autostopu potrzebna jest anielska cierpliwość, a po 10.000+ km na karku, mi już się skończyła. Wolę samoloty :D

      • Z tym czekaniem to prawda, zdarzało mi się rekordowo czekać nawet 6 godzin… Ja też się przerzuciłem bardziej na samoloty i staram się łączyć je z autostopem :)

  • >